Pamiętam swoją pierwszą szufladę z biżuterią. Miałam dwadzieścia pięć lat. Pierścionki ze sklepu, kolczyki z drogerii, łańcuszki z internetu — jedne na lato, drugie na zimę, trzecie do pracy. Pełna szuflada. Pełen dzień bez decyzji.
Dziś mam pięćdziesiąt sześć. Mam jeden pierścionek. Zakładam go rano i nie zdejmuję. Jest mój — w sposób, w jaki tamte dwadzieścia nigdy nie były.
Ten artykuł to próba wyjaśnienia czterech zasad, do których same doszłyśmy po latach prób, błędów i zielonych palców po taniej biżuterii. Cztery zasady, które dzielą kobiety po 40-tce na te, które wciąż gonią trendy — i te, które już wybrały spokój.