Wydanie Krajowe · Reportaż Cena: bezpłatnie online
Nr 24/2026 Maj 2026 ISSN 2956-4421
Reportaż z Sanoka

Życie po cichu · Polskie rzemiosło

Kobieta, która od czterdziestu lat odkłada nowoczesność.

W starym domu na obrzeżach Sanoka, daleko od fabryk i wielkich centrów handlowych, Kasia Kowalska — 63 lata — wciąż robi pierścionki rękami. Pojechałam tam na jeden dzień. Zostałam do wieczora.

Kasia Kowalska w swojej pracowni jubilerskiej w Sanoku · ręczna robota
fot. Anna Wiśniewska Kasia w swojej pracowni przy ulicy Cerkiewnej w Sanoku. Lupa, którą trzyma w ręku, pamięta jeszcze 1987 rok.

Pukam do drzwi po raz drugi. Jest dziewiąta rano, śnieg już stopniał, ale w starym domu na obrzeżach Sanoka czuje się jeszcze chłód marca. Otwiera mi kobieta z siwymi włosami spiętymi w kok, w granatowym swetrze, z drobnymi zmarszczkami przy oczach. Nie mówi "dzień dobry" jak w korpomailu. Mówi "chodź, zaparzyłam herbatę".

To Kasia. 63 lata. Czterdzieści w jubilerstwie. Pracownia mieści się w jednym pokoju — drugim od wejścia, naprzeciwko kuchni. Stół z drewna orzechowego stoi pod oknem od 1987 roku. Tak samo jak lupa, którą Kasia trzyma teraz w prawej ręce, oglądając pierścionek w trakcie polerowania.

— Ten kupiłam, jak otwierałam pracownię. Nigdy się nie psuła. Jak coś robi się dobrze raz, nie trzeba tego robić drugi raz — mówi i bierze ode mnie filiżankę.

Świat, który zniknął w jedną dekadę

Kasia zaczynała w 1986 roku. Wtedy w Polsce byli jeszcze rzemieślnicy. Każde miasto miało dwóch, trzech jubilerów — nie sklepy, tylko ludzi. Kasia uczyła się fachu u swojego ojca, który robił obrączki ślubne dla całego Sanoka i okolic. W 1989 otworzyła własny zakład.

— Pamiętam pierwszą klientkę. Pani Halinka. Przyszła z mężem, chcieli obrączki. Nie mieli dużo pieniędzy. Zrobiłam im taki rabat, że prawie nic nie zarobiłam. Ale ona wracała potem co kilka lat. Z córką. Potem z wnuczką. To są właśnie te trzy pokolenia, o których mało kto już pamięta.

Pamiętam pierwszą klientkę. Pani Halinka. Wracała potem co kilka lat — z córką. Potem z wnuczką. Trzy pokolenia. Tego się dziś nie kupuje w sklepie. — Kasia Kowalska, jubilerka

Zapytałam ją, kiedy zaczęło się to znikać. Zamyśla się. — Lata dwutysięczne. Nagle wszyscy chcieli polskie srebro z chińskiej fabryki. Nie polskie. Z chińskiej fabryki. Nawet jeśli pisali "polska produkcja", to tylko opakowanie było polskie. Kamień, srebro, nawet stempel — wszystko leciało kontenerami z Shenzhen.

Ręce Kasi przy pracy · czterdzieści lat doświadczenia

Patrzę na półkę nad jej stołem. Trzy słoiki. W jednym — proszek polerski. W drugim — drobny szlif, „do polerowania na koniec". W trzecim — szafiry. Niewielkie, ciemnoniebieskie. Każdy osadzony pojedynczo, w pierścionek, który dziś robi.

— Ten pierścionek to pięć szafirów i cztery diamenty. Wszystkie osadzam ręcznie, jeden po drugim. Czasem zajmuje to cztery godziny. Czasem sześć, jak ręka się trzęsie po deszczu — śmieje się Kasia. — Ale nie robię ich na maszynie. Nigdy nie zrobiłam.

⌖ Polska 2026 · liczby
−87%
Spadek liczby polskich pracowni jubilerskich od 2000 roku
73%
Biżuterii sprzedawanej w PL pochodzi z Azji (dane GUS, 2025)
40 lat
Doświadczenia Kasi Kowalskiej w pracowni w Sanoku
925
Próba srebra · jedyna używana w pracowni od 1986 r.

Przemysł, który zapomniał, jak się pracuje

Wychodzimy do drugiego pokoju. Tam jest piec — nieduży, elektryczny, do podgrzewania srebra. — Kupiłam go w 2003 roku. Myślałam, że starczy na dziesięć lat. Idzie już dwadzieścia trzy. Tak się kiedyś robiło rzeczy. Teraz wszystko z plastiku, na rok, dwa, a potem do kosza.

Pytam, czy nie pomyślała, żeby zamknąć. — Pomyślałam. W 2024. Zamknęłam sklep stacjonarny, bo nikt już nie chodził. Ludzie kupują w marketach, w drogeriach, w internecie. Nie wiedzą nawet, co znaczy stempel 925. Ale potem...

Pomyślałam, że zamknę. Ale potem dostałam mail od kobiety z Wrocławia. „Pani Kasiu, mam Pani pierścionek od dwudziestu lat. Czy zrobi mi Pani drugi?" Nie zamknęłam. — Kasia Kowalska

— Nie zamknęłam. Wzięłam laptopa od wnuczki. Założyłam stronę. Robię to samo co przedtem — tylko teraz pakuję i wysyłam pocztą. Każda paczka idzie z odręczną kartą. Bo jak ktoś dostaje pierścionek po czterech godzinach mojej pracy, to chyba zasługuje na trzydzieści sekund mojego pisma.

⌖ Głos klientki
"Przyszedł w trzy dni. Otwieram pudełeczko, a w środku list napisany ręcznie. Nie żaden druk z drukarki. Pani Kasia napisała, że dziękuje. Trzydzieści lat nie kupowałam pierścionka, który ktoś by mi tak podał."
Magdalena K., 49 lat klientka Pracowni · Kraków, marzec 2026

Dlaczego nie da się tego skopiować

Pytam ją, czy nie boi się, że ktoś podrobi. Patrzy na mnie spokojnie. — Niech podrabia. Tylko że jak weźmie pierścionek do ręki — zobaczysz różnicę w pięć sekund. Stempel 925 musi być wybity ręcznie, w środku obrączki. Polerka — nierówna, bo ręka jest nierówna. Kamień — osadzony pod kątem, jaki ten kamień prosi, nie jaki ustawia maszyna.

— Ja nie sprzedaję pierścionka. Ja sprzedaję cztery godziny. Czterdzieści lat nauki. I obietnicę, że jak coś się stanie — możesz przyjść i ja to naprawię. Bo to jest moje, a ja jeszcze żyję.

⌖ Z notatnika reportera
Stempel 925 · jak go rozpoznać

To trzycyfrowy znak wybity w środku obrączki. Oznacza, że srebro ma 92,5% czystości — standard używany przez profesjonalne pracownie jubilerskie w Polsce od dziesięcioleci. Brak stempla oznacza, że nie wiesz, co masz na palcu.

Pierścionek z marketu zazwyczaj ma stop nieznanego pochodzenia. Po dwóch tygodniach barwi palec na zielono. Po sześciu miesiącach ciemnieje. Po roku — wyrzucasz.

Wybór redakcji · Maj 2026
Pierścionek Rękodzielniczy ze Szafirem i Diamentami · Vintage Złoty

Pierścionek Rękodzielniczy
ze Szafirem i Diamentami

Pięć szafirów. Cztery diamenty. Wykonany ręcznie przez Kasię w pracowni w Sanoku. Każdy kamień osadzany pojedynczo. Cztery godziny pracy. Czterdzieści lat doświadczenia.

  • 5 szafirów + 4 diamenty · prawdziwe kamienie naturalne
  • Srebro próby 925 · pokryte złotem 18K
  • Hipoalergiczne · nie ciemnieje · nie barwi palca
  • Rozmiary 13–22 · ręczne wykończenie każdej sztuki
  • Pakowane w pracowni z odręczną kartą od Kasi
270 zł 134,95 zł −50%
Zamów pierścionek

Darmowa dostawa od 250 zł · Wysyłka w 24 h · 30 dni na zwrot

"Mam klientki, których nigdy nie poznałam"

Już zmierzcha. Kasia odkłada pierścionek, którego nie zdążyła dziś skończyć. — Dokończę jutro. Tej kobiecie z Lublina obiecałam, że dostanie do piątku. Nigdy jej nie poznałam. Zamówiła w styczniu, napisała mail. Od stycznia piszemy do siebie co dwa tygodnie.

— Pani jest jubilerką, czy psychologiem? — pytam. Śmieje się.

— Kobieta po pięćdziesiątce nie kupuje pierścionka, bo potrzebuje biżuterii. Kupuje, bo chce coś zatrzymać. Cokolwiek. Bo życie jej tyle zabrało, że chce wreszcie coś dostać i mieć. Ja to rozumiem. Ja też taka jestem. Dlatego robię to po swojemu.

Wychodząc, oglądam się jeszcze raz. Kasia siedzi przy stole, ciepłe światło lampy pada na jej ręce. Lupa w prawej, pierścionek w lewej. Jak gdyby cały świat za oknem — z fabrykami, marketami, chińskim srebrem — w ogóle jej nie dotyczył.

A może rzeczywiście nie dotyczy.

■ ■ ■
⌖ Pierścionek z reportażu

Jeden pierścionek. Czterdzieści lat ręki.

Ta sama Kasia. Ten sam stół z 1987 roku. Pięć szafirów, cztery diamenty, ręczna robota. Zostały ostatnie sztuki w pracowni.

Zamów teraz · 134,95 zł

Darmowa dostawa od 250 zł · 30 dni zwrotu

Pracownia Bieszczady
Sanok · Bieszczady · Polska
270 zł 134,95 zł
Zamów →