Kiedy miałam 25 lat, kupowałam wszystko, co mi wpadło w oko. Pierścionki z marketu, zestawy z drogerii, kolczyki znalezione w internecie. Szuflada pełna — a palec zielony po dwóch tygodniach.
Dziś mam 56 lat. Już mi się tego nie chce. Chcę jednego. Takiego, który założę rano i nie zdejmę. Takiego, który przeżyje mnie i zostanie po mnie córce.
Znalazłam ją przez przypadek. Pracownia w Bieszczadach. Kasia, 63 lata, tworzy biżuterię ręcznie od czterdziestu. Każdy kamień osadza sama. Każdy stempel 925 sprawdza pod lupą.
Pierwszy raz w życiu kupiłam jeden pierścionek — nie pięć. I po raz pierwszy w życiu nie żałuję tego, czego nie wzięłam ze sobą do domu.


