Pięć dni po Dniu Matki Polki masowo wracają do pracowni w Sanoku. Tym razem kupują nie dla mam — dla siebie.
„Nigdy tylu zamówień po święcie nie miałam. To pierwszy taki rok w 40 lat.” — mówi Kasia Kowalska (63), jubilerka z Bieszczad.
SANOK. Pierwszy tydzień po Dniu Matki to dla małych pracowni jubilerskich tradycyjnie okres oddechu. Sprzedaż spada, kobiety wracają do codziennych spraw. W tym roku po raz pierwszy od 40 lat dzieje się dokładnie odwrotnie — i nikt tego nie przewidział.
Już w poniedziałek po święcie Kasia Kowalska, jubilerka z 40‑letnim stażem, dostała 23 zamówienia. We wtorek — 31. W środę musiała ograniczyć przyjmowanie nowych zamówień do końca tygodnia. Telefon dzwonił bez przerwy.
„Klientki rozumieją. Każdy pierścionek robię ręcznie. Tego się nie da przyspieszyć” — tłumaczy spokojnie, przy blacie, na którym pracuje od 1986 roku.
„Najszczęśliwsze są te kobiety, które po 40 latach kupują pierwszą rzecz tylko dla siebie.”
— Kasia Kowalska, jubilerka, Sanok
Dziennikarki Gazety Rękodzielniczej spędziły poniedziałek w pracowni i rozmawiały z kilkoma klientkami, które przyjechały osobiście — niektóre z setek kilometrów. Wszystkie odpowiedziały to samo: nie kupują dla mamy, córki ani wnuczki. Kupują dla siebie.
Dlaczego dopiero teraz? Pięć odpowiedzi, które się powtarzały
„Kupiłam córce. Sobie też się należy.”
Anna, 54, Kraków. Po Dniu Matki większość kobiet po raz pierwszy w roku otwiera się na auto‑prezent. Psycholożki nazywają to efektem przekierowania.
„Zobaczyłam u mamy i pomyślałam: ja też chcę.”
Beata, 49, Gdańsk. Ten sam pierścionek — widziany na cudzej dłoni — staje się obiektem własnego pragnienia.
„Mama dostała pięć prezentów. Ja przez 40 lat nie kupiłam sobie ani jednego.”
Halina, 61, Łódź. Pokolenie kobiet, które dziś po raz pierwszy robi coś dla siebie. Bez poczucia winy.
„Galerie były zamknięte w święto. Pracownia Kasi — otwarta online.”
Magda, 47, Wrocław. Ręczna robota dostępna z telefonu — nowa kategoria zakupowa dla pokolenia 45+.
„Słyszałam od córki: tu wszystko ręczne, srebro 925.”
Ewa, 58, Warszawa. Word‑of‑mouth międzypokoleniowy — córki polecają mamom, a mamy zostają same dla siebie.
Stan magazynowy po stronie Pracowni Bieszczady jest ograniczony. Każda sztuka robi się ręcznie, po jednej dziennie — nieraz dłużej, jeśli pierścionek jest na zamówienie. Kasia odmówiła propozycji podniesienia cen i odmówiła propozycji zlecania pracy podwykonawcom.
„Wolę robić wolniej, ale każdą sztukę dobrze. Klientka, która czeka tydzień, zostaje na 40 lat.”
Wybór redakcji · Pracownia Bieszczady
Cztery sztuki, które kobiety zamawiały w tym tygodniu najczęściej
Pracownia Bieszczady · Sanok · Ręcznie od 1986
Artykuł sponsorowany. Reportaż przygotowano we współpracy z Pracownią Bieszczady. Wypowiedzi klientek pochodzą z rozmów przeprowadzonych w pracowni jubilerskiej w Sanoku 25–27 maja 2026 r. Imiona zostały zmienione na prośbę rozmówczyń. Stan magazynowy aktualizowany na bieżąco.



