Jest tylko jeden problem: Kasia nie jest fabryką. Robi wszystko sama, z pomocą jednej asystentki. W szczycie sezonu czas realizacji to 5-7 dni.
"Nie zamierzam zatrudniać dziesięciu osób i robić tego na taśmie" — mówi stanowczo. — "W momencie, kiedy to zrobię, przestanę być rzemieślniczką. Stanę się tym, przed czym uciekłam."
Dlatego asortyment jest ograniczony. Kiedy model się sprzeda, znika. Kasia nie powtarza serii.
Kiedy zapytałam ją, czy żałuje tych 40 lat w sklepie, który musiała zamknąć, odpowiedziała bez wahania:
"Ani jednego dnia. Każda klientka, która do mnie weszła, zostawiła coś ze sobą. Teraz po prostu wchodzą inaczej — przez ekran zamiast drzwi."
A potem dodała, śmiejąc się: "I jest ich trochę więcej niż kiedyś."