Przewodnik po świecie polskiego rzemiosła 

5 RZECZY, KTÓRYCH JUBILERKA Z 40-LETNIM STAŻEM NIGDY BY NIE KUPIŁA.
„GDYBY KOBIETY O TYM WIEDZIAŁY, SIECIÓWKI BY ZBANKRUTOWAŁY."

PORADNIK

18.04.2026, 16:15

Magdalena Nowak · Gazeta Rękodzielnicza

Kiedy zapytałam Kasię Kowalską — rzemieślniczkę z Sanoka, która robi biżuterię ręcznie od 40 lat — co jej zdaniem kobiety kupują najczęściej, a nie powinny, spodziewałam się dyplomatycznej odpowiedzi.

 

Nie dostałam jej.

 

„Mogę mówić wprost?" — zapytała, odkładając narzędzia na stół. — „Bo jeśli mam być grzeczna, to ten wywiad nie ma sensu."

 

Oto pięć rzeczy, na które Kasia nie wydałaby ani złotówki — i dlaczego Ty też powinnaś się dwa razy zastanowić.

1. „POZŁACANE 18K" ZA 49 ZŁ

 

„Widzisz napis «pozłacane 18-karatowym złotem» i myślisz: okazja" — mówi Kasia. — „A ja widzę warstwę złota cieńszą niż folia na kanapce. Jedna tysięczna milimetra. Tyle."

 

Co to oznacza w praktyce? Po dwóch-trzech miesiącach noszenia — pod prysznicem, z perfumami, w upale — złota warstwa schodzi. Zostaje szary, tani metal. Palec robi się zielony. Bransoletka ląduje w szufladzie.

 

„Kupujesz trzy takie w roku. Trzy razy 49 złotych to 147 zł. Za tę kwotę masz u mnie jedną bransoletkę, którą będziesz nosić pięć lat. Policz sama, co się bardziej opłaca."

 

Kasia odkłada na stół swoją bransoletkę — szeroką, z motywem kwiatowym, grawerowaną ręcznie. Nosi ją od dwóch lat. Wygląda jak nowa.

→ ODWIEDŹ SKLEP

2. KOMPLET „5 BRANSOLETEK ZA 99 ZŁ"

 

„Pięć bransoletek za 99 złotych" — Kasia podnosi palec do góry, jakby liczyła publicznie. — „Odejmij wysyłkę: 15 zł. Opakowanie: 10 zł. Marża sklepu: 30 zł. Zostaje 44 złote na pięć sztuk. Niecałe 9 złotych na jedną bransoletkę."

 

Robi pauzę.

 

„Co można zrobić za 9 złotych? Mogę ci powiedzieć dokładnie: cienką blaszkę, wyciętą maszyną, bez wykończenia, bez graweru, bez kontroli jakości. Dokładnie to, co dostajesz."

 

A potem dodaje coś, co trafia najbardziej: „Te komplety nie są tanie. One są drogie — bo płacisz za coś, czego nie będziesz nosić."

3. PIERŚCIONEK Z „CYRKONIĄ PREMIUM"

 

Pytam Kasię o modne ostatnio pierścionki z „cyrkonią premium". Przewraca oczami.

 

„Nie istnieje coś takiego jak cyrkonia premium. To jak «woda premium» z kranu. Cyrkonia to sztuczny kamień. Jeden gatunek. Różnica nie jest w kamieniu — jest w tym, jak go osadzisz."

 

W fabryce cyrkonie osadza maszyna — setki na godzinę. W pracowni Kasi — ręcznie, jedna po jednej, pod lupą.

 

„Fabryczna wypadnie ci po kilku miesiącach. Złapiesz się za ucho i poczujesz dziurę. Ręcznie osadzona? Mam klientki, które noszą moje pierścionki od trzech lat, codziennie, i nic się nie rusza."

 

Sprawdzam. Na jej palcu — pierścionek z cyrkonią. Nie rusza się.

→ ODWIEDŹ SKLEP

4. ŁAŃCUSZEK, KTÓRY „PASUJE DO WSZYSTKIEGO"

 

„To moje ulubione kłamstwo marketingowe" — Kasia się śmieje, ale śmiech jest gorzki.

 

„«Pasuje do wszystkiego» znaczy: zrobiliśmy jeden model w milionach sztuk i musimy go jakoś sprzedać. Więc powiemy ci, że jest uniwersalny. Że założysz go do pracy, na spacer i na wesele."

 

Robi pauzę

.

„Ale ty wiesz, że to nieprawda. Bo masz szafę pełną ubrań i nie zakładasz do nich tego samego. Więc dlaczego miałabyś nosić zawsze tę samą biżuterię?"

 

Kasia robi inaczej. W jej pracowni jest ponad 30 wzorów — kwiaty, liście, fale, perły, motyle. Każdy inny. Żaden „uniwersalny". Za to każdy — wyjątkowy.

 

„Nie szukaj jednej rzeczy, która pasuje do wszystkiego. Znajdź jedną, która pasuje do ciebie."

5. BIŻUTERIA, O KTÓREJ ZAPOMNISZ

 

To ostatni punkt. I jedyny, przy którym Kasia przestaje się uśmiechać.

 

„Wiesz, co jest najgorsze w taniej biżuterii? Nie to, że jest tania. Nie to, że sczernieje. Nie to, że się zepsuje."

 

Milczy przez chwilę.

 

„Najgorsze jest to, że jej nie zapamiętasz. Nie przypomnisz sobie, kiedy ją kupiłaś, dlaczego ją wybrałaś, co wtedy czułaś. Bo nie było w niej nic do zapamiętania."

 

Podnosi bransoletkę ze stołu. Szeroką, z grawerowanymi kwiatami.

 

„Tę zrobiłam w zeszłym tygodniu. Dwa dni pracy. Wiem, jaki wzór wybrałam i dlaczego. I kobieta, która ją dostanie — też to poczuje. Bo kiedy bierzesz ją do ręki, czujesz, że ktoś w nią włożył czas."

 

Odkłada ją ostrożnie.

 

„Biżuteria z fabryki ma numer seryjny. Moja ma historię. I tę historię nosisz na nadgarstku."

Zanim się pożegnałyśmy, zapytałam Kasię, czy nie boi się, że ten artykuł zniechęci ludzi do kupowania biżuterii w ogóle.

 

Pokręciła głową.

 

„Nie chcę, żeby przestały kupować. Chcę, żeby zaczęły pytać. Ile to waży? Jak to zrobiono? Kto to zrobił? Czy za miesiąc będzie wyglądać tak samo?"

 

Uśmiechnęła się.

 

„Bo jeśli zaczniesz pytać — trafisz do kogoś takiego jak ja."

→ ODWIEDŹ SKLEP ONLINE

 

Najpopularniejsze modele z pracowni Kasi:

Informacja o prywatności i RODO (GDPR):
Czasami zbieramy dane osobowe w celach marketingowych, zawsze informując użytkowników o celu ich przetwarzania. Ta strona wykorzystuje pliki cookies do celów marketingowych.

TO JEST REKLAMA, A NIE RZECZYWISTY ARTYKUŁ INFORMACYJNY, BLOG ANI KOMUNIKAT DOTYCZĄCY OCHRONY KONSUMENTA. Właściciele tej strony internetowej otrzymują wynagrodzenie za sprzedaż promowanych produktów.

Informacja marketingowa:
Ta strona internetowa działa jako platforma handlowa. Właściciel strony posiada powiązania finansowe z reklamowanymi produktami i usługami. Właściciel otrzymuje wynagrodzenie w przypadku przekierowania kwalifikowanego klienta — na tym kończy się zakres relacji.